Trening z Mistrzem

Dorota Raben » 17 maja 2012

Mogę sie pochwalić, że przeszłam jak profesjonalny chodziarz około 3 km wraz z Robertem Korzeniowskim.Jakiś czas temu zaczęłam biegać. Niestety, podczas jednego z nieudanych zabiegów operacyjnych, został uszkodzony jeden z moich mięśni, co spowodowało, że byłam zmuszona zrezygnować z mojego ulubionego sportu - tenisa. Mam jednak wciąż nadzieję , że przyjdzie czas powrotu na kort. Ciągle pracuję nad tym. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że lekarz człowiekowi może coś takiego zrobić. Czasu nie odwrócę. Nie móc grać w tenisa, co wiąże się z ograniczonymi ruchami ręką, postanowiłam spróbować biegania. Wciągnęłam się. Jednakże w ostatni weekend miałam możliwość spróbowania chodziarstwa. Podczas naszych ostatnich zajęć trenerskich z Brian Tracy International w Pałacu Chojnaty, zostaliśmy zaproszeni przez Roberta do wspólnego treningu. Bardzo ciekawe doświadczenie. Oglądając chodziarzy w telewizji , byłam pewna , że to dosyć trudna dyscyplina, zwłaszcza pod względem wyłapania granicy pomiędzy chodzeniem a biegiem. Robert przygotował nam rozgrzewkę, pokazał wszystkie ruchy, począwszy od ustawiania stóp - od pięty i w lini prostej , a do tego ręce blisko ciała i ruchy naprzemienne: góra - dół. Jak uruchomiliśmy cały mechanizm , to poszło. Bez używania rąk , nie tak łatwo. Okazało się, że Robert tak przygotował trening, że wszyscy niezależnie od kontuzji czy kondycji byli w stanie przejść ustalony odcinek, a na koniec nawet wziąć udział w wyścigach. Po ukończonej trasie byłam tak nakręcona, że w tym momencie byłam gotowa iść kolejne kilometry :-).

Ale Robert ustawił nas w pary i zaczęliśmy mini mistrzostwa. Zawierzyłam swojej kondycji oczywiście, no i jemu. I tu niespodzianka.

Świetnie poszło, fajnie się szło, ale kilkanaście metrów przed metą Robert, a potem cała grupa oczekująca na mecie zaczęła mnie dopingować, krzyczeć. Byłam na prowadzeniu.Ta sytuacja rozbawiła mnie. Zaczęłam się śmiać i wypadłam z rytmu. Niesamowite doświadczenie. Nie mogłam skoordynować ruchów rąk do nóg. Jakie to było trudne. Mimo wielu prób, nie udało się i mój chód zamienił się w bieg. Oczywiście - dyskwalifikacja totalna.

Dlaczego tak się stało ? Niesamowite przeżycie. Dekoncentracja to wywołała. Uświadomiłam sobie, jak dekoncentracja, a raczej brak koncentracji może nas pozbawić celu. Niby wszyscy wiemy, co ważne,gdy chcemy osiagnąć cel. Nawet uczymy tego innych. Tyle , że czytanie, opowiadanie, wiedza, a przerobienie tego na żywym organiźmie, to dwie różne sprawy. Można czytać, cytować wielu mądrych mentorów, ale jak w praktyce tego nie przeżyjemy sami, to zaczynam myśleć, że taka nauka teorii , to tzw. mowa trawa.....

Cieszę się, że miałam możliwość doświadczyć wszystkiego co miało miejsce. Chodzenia, nauki, determinacji. I jeszcze jedno. Dało mi to do myślenia, że jak się skoncentruję totalnie na powrocie do pełnej sprawności fizycznej, jeśli nie odpuszczę, to ją osiągnę. I nastąpi dzień powrotu do tenisa.

Dziękuję Roberowi za takie emocje i lekcję życia. Pomyślałam sobie, zresztą nawet to powiedziałam, że bycie Mistrzem zobowiązuje, nie tylko do bycia pierwszym, najlepszym, ale takie prowadzenie innych, aby i oni, zdobyli cel.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze: brak

« Powrót do listy wpisów

Dodaj Komentarz



captcha